Blog > Komentarze do wpisu

Nowa kategoria - studenckie lektury

Z dniem dzisiejszym postanowiłam dodać nową kategorię, w której dzielić się będę z Wami moimi przemyśleniami na temat "lektur", które dane mi było przeczytać na różnego rodzaju zajęciach... Na pierwszy ogień pójdą "Tworki" Marka Bieńczyka, jako, że to lektura świeża, przeczytana kilka dni temu.

                


Szczerze mówiąc, jestem nią nieco rozczarowana. Nota wydawnicza zamieszczona na końcu książki zapowiadała coś ciekawego i interesującego, a wraz z dalszym czytaniem, moje rozczarowanie wzrastało... Akcja książki toczy się w miejscowości Tworki pod Warszawą w czasie II wojny światowej. Bohaterem jest 21 letni Jurek, który zostaje zatrudniony w szpitalu dla psychicznie chorych. Poznaje tam Jankę i Sonię, od czasu do czasu z wizytą przyjeżdża jego przyjaciel Olek. Jeszcze później do pracy zostaje przyjęty Marcel, który szybko znajduje wspólny język z Jurkiem i resztą jego rówieśników. Sielanka nie trwa długo, bowiem przyjaciele Jurka zaczynają znikać, a on sam nie wie, co tak naprawdę się dzieje i jak może temu zaradzić. Nie będę nic więcej zdradzała, ponieważ to właściwie jest głównym i dosyć istotnym wątkiem tej książki. Dodam tylko, że ma to związek z pochodzeniem Marcela, Soni oraz przyjaciółki Danki, z którą Jurek koresponduje i dzieli się przemyśleniami na temat życia, pracy i codziennych zajęć.

Książka właściwie nie była taka zła – przez niektórych wręcz uznana za wybitną, o czym może świadczyć fakt przyznania jej autorowi Paszportu Polityki i duża popularność za granicą. Książka Bieńczyka to ponoć jedna z lepszych książek ukazujących Zagładę. Myślę, że moja niechęć miała zupełnie inne źródło – gdybym sięgnęła po tę książkę bez przymusu i przeczytała ją dla własnej przyjemności, nie uprzedzałabym się tak wobec niej już podczas lektury. Niestety – na moją niechęć wobec książki Bieńczyka wpływ miał fakt, że przeczytać ją muszę na zajęcia, z których notabene w przyszły piątek mam kolokwium. Tekst, który dodatkowo miała przeczytać nasza grupa (M. Zaleski – Jedyna instancja. O Tworkach Marka Bieńczyka) uświadomił mi, że być może Tworki to coś więcej niż książka o Zagładzie.

Tym, co przeszkadzała mi w lekturze Tworków, był zabawny i żartobliwy język jakim zostały one napisane - wtrącenia w postaci licznych rymowanek drażniły mnie, nie pozwalały się skupić na lekturze, momentami irytowały. Ale ponoć tak ma być, podobno to ma sens, który ciężko było mi dostrzec, a który został mi uświadomiony podczas zajęć i wspólnego omówienia owej lektury.

Może za kilka lat ponownie sięgnę po tę książkę – tym razem bez przymusu, bez świadomości, że ta książka musi być przeze mnie przeczytana. Być może spojrzę na nią inaczej, być może docenię ją, a nawet polubię. Tymczasem pakuję ją do torby, by nie zapomnieć oddać jej do biblioteki.
sobota, 16 stycznia 2010, kalarepa86

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: ktrya, *.chello.pl
2010/01/16 20:41:02
Na jakim kierunku jesteś, że masz takie lektury?
-
kalarepa86
2010/01/16 21:26:26
Kulturoznawstwo. Specjalizacja: krytyka literacka.
-
maniaczytania
2010/01/17 09:21:42
Przepraszam, że tutaj, ale widzę, że skasowałaś poprzedni wpis. W takim razie kasuję też u siebie. Pozdrawiam :)
-
Gość: Naszeksiazki, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/01/19 18:19:46
Zapraszam na moją nową stronę
www.naszeksiazki.republika.pl
Liczniki na stonę