wtorek, 23 lutego 2010


W czwartek 25 lutego w godzinie 16.00-17.00 prof. Władysław Bartoszewski w księgarni Wydawnictwa Znak przy ulicy Sławkowskiej 1 będzie podpisywał swoją książkę „Życie trudne, lecz nie nudne. Ze wspomnień Polaka w XX wieku”.


Z kolei w
Audytorium Maximum UJ przy ulicy Krupnicza 33 o godzinie 18.00 odbędzie się spotkanie z prof. Bartoszewskim.  WSTĘP NA SALĘ TYLKO ZA ZAPROSZENIAMI - b
ezpłatne wejściówki do odebrania w księgarni Znak, ul. Sławkowska 1.

           

środa, 27 stycznia 2010

Zapraszam do przeczytania ciekawego artykułu na temat czytnika książek elektronicznych, który być może w przyszłości zrewolucjonizuje rynek książki. W artykule znaleźć można wypowiedzi polskich pisarzy, który przez jakiś czas korzystali z urządzenia eClicto – Dorota Masłowska, Jakub Żulczyk, Marek Bieńczyk opisują wady i zalety urządzenia oraz swoje spostrzeżenia.



Mnie osobiście to urządzenie zaintrygowało, ale raczej go nie kupię - na pewno nie za 900 zł. Może kiedyś, w przyszłości, ale nie teraz... Z pewnością jest to gadżet ułatwiający życie każdemu molowi książkowemu. Gdy pomyślę o tym, ile książek można dzięki niemu zabrać ze sobą w jakiekolwiek miejsce, do którego się udamy, to aż chce się go mieć :-) Ale mimo wszystko pozostaje sentyment i przyzwyczajenie do tradycyjnej, papierowej książki, która zawsze znajdzie u mnie miejsce na półce.



sobota, 16 stycznia 2010

Z dniem dzisiejszym postanowiłam dodać nową kategorię, w której dzielić się będę z Wami moimi przemyśleniami na temat "lektur", które dane mi było przeczytać na różnego rodzaju zajęciach... Na pierwszy ogień pójdą "Tworki" Marka Bieńczyka, jako, że to lektura świeża, przeczytana kilka dni temu.

                


Szczerze mówiąc, jestem nią nieco rozczarowana. Nota wydawnicza zamieszczona na końcu książki zapowiadała coś ciekawego i interesującego, a wraz z dalszym czytaniem, moje rozczarowanie wzrastało... Akcja książki toczy się w miejscowości Tworki pod Warszawą w czasie II wojny światowej. Bohaterem jest 21 letni Jurek, który zostaje zatrudniony w szpitalu dla psychicznie chorych. Poznaje tam Jankę i Sonię, od czasu do czasu z wizytą przyjeżdża jego przyjaciel Olek. Jeszcze później do pracy zostaje przyjęty Marcel, który szybko znajduje wspólny język z Jurkiem i resztą jego rówieśników. Sielanka nie trwa długo, bowiem przyjaciele Jurka zaczynają znikać, a on sam nie wie, co tak naprawdę się dzieje i jak może temu zaradzić. Nie będę nic więcej zdradzała, ponieważ to właściwie jest głównym i dosyć istotnym wątkiem tej książki. Dodam tylko, że ma to związek z pochodzeniem Marcela, Soni oraz przyjaciółki Danki, z którą Jurek koresponduje i dzieli się przemyśleniami na temat życia, pracy i codziennych zajęć.

Książka właściwie nie była taka zła – przez niektórych wręcz uznana za wybitną, o czym może świadczyć fakt przyznania jej autorowi Paszportu Polityki i duża popularność za granicą. Książka Bieńczyka to ponoć jedna z lepszych książek ukazujących Zagładę. Myślę, że moja niechęć miała zupełnie inne źródło – gdybym sięgnęła po tę książkę bez przymusu i przeczytała ją dla własnej przyjemności, nie uprzedzałabym się tak wobec niej już podczas lektury. Niestety – na moją niechęć wobec książki Bieńczyka wpływ miał fakt, że przeczytać ją muszę na zajęcia, z których notabene w przyszły piątek mam kolokwium. Tekst, który dodatkowo miała przeczytać nasza grupa (M. Zaleski – Jedyna instancja. O Tworkach Marka Bieńczyka) uświadomił mi, że być może Tworki to coś więcej niż książka o Zagładzie.

Tym, co przeszkadzała mi w lekturze Tworków, był zabawny i żartobliwy język jakim zostały one napisane - wtrącenia w postaci licznych rymowanek drażniły mnie, nie pozwalały się skupić na lekturze, momentami irytowały. Ale ponoć tak ma być, podobno to ma sens, który ciężko było mi dostrzec, a który został mi uświadomiony podczas zajęć i wspólnego omówienia owej lektury.

Może za kilka lat ponownie sięgnę po tę książkę – tym razem bez przymusu, bez świadomości, że ta książka musi być przeze mnie przeczytana. Być może spojrzę na nią inaczej, być może docenię ją, a nawet polubię. Tymczasem pakuję ją do torby, by nie zapomnieć oddać jej do biblioteki.
poniedziałek, 11 stycznia 2010



Ekologia, zdrowe i świadome żywienie to tematy które są coraz częściej poruszane i omawiane. Dawniej o szkodliwości wielu produktów nie mówiono. Z czasem różne badania uświadomiły nas, że wiele produktów nie ma na nas dobroczynnego wpływu, a wręcz przeciwnie – szkodzą naszemu zdrowiu. Dziś coraz częściej zwracamy uwagę na to, co jemy, jak jemy i gdzie, ale to wcale nie oznacza, że moda na szybkie, śmieciowe jedzenie odejdzie do lamusa – dopóki będzie wzięcie na tego typu przekąski i posiłki, takie jedzenie będzie dalej produkowane, a co grosza – kupowane i konsumowane. Całe szczęście, że są taki osoby jak Gillian McKeith, które mówią nam, co jest dobre, a co należy wyrzucić z naszego jadłospisu.

Gillian McKeith ma na swoim koncie kilka książek na temat zdrowego żywienia – „Program doskonałego zdrowia”, „Jesteś tym, co jesz”, a także książki, w których można znaleźć przepis, na doskonałą dietę, czy ostatnio wydana Encyklopedia żywienia. Przewodnik po zdrowym życiu” wg. mnie pozycja warta uwagi, ze względu na szalenie istotne informacje dotyczące nie tylko jedzenia, ale także chorób, w walce z którym może pomóc nam właściwe odżywianie się.

Encyklopedia żywienia. Przewodnik po zdrowym życiu” została podzielona na kilka części, które ułatiwją nam korzystanie z niej. Jak się okazuje, wcale nie musimy czytać jej od deski do deski, aby odnaleźć odpowiedź na nurtujące nas pytanie. Wystarczy w całości przeczytać wstęp i pierwsze trzy części, czyli jakieś 160 stron, aby z reszty książki móc korzystać wtedy, gdy tego potrzebujemy. Nie zachęcam (i myślę, że McKeith również) do ślepego wierzenia we wszystko, co jest napisane w tej książce, ani traktowania jej jako swoistego rodzaju wyroczni – to, co pomogło jednej osobie, nie koniecznie musi pomóc komuś innemu. Korzystanie z tej książki z wykorzystaniem zdrowego rozsądku jest jak najbardziej wskazane.

Książka McKeith to bardzo dobre kompendium wiedzy o żywieniu, ale nie tylko. Książka wyróżnia się na tle innych tego typu pozycji tym, jak została wydana – format przypominający kwadrat, dobrej jakości papier, świetne zdjęcia i rysunki pobudzające nasz apetyt. Niewielkim minusem tej książki jest niestety cena - książka kosztuje prawie sześćdziesiąt złotych. Jest to dosyć spory wydatek, biorąc pod uwagę niedawny kryzys.

Wydawnictwo Rebis, 2009

czwartek, 07 stycznia 2010


O rany! Jak ten czas szybko mija! Trudno jest mi uwierzyć, że minęło już pięćdziesiąt lat od opublikowania po raz pierwszy historii, której głównym bohaterem był kilkuletni chłopiec – chłopiec, który od samego początku skradł serca zarówno dzieci jak i dorosłych. Ale to prawda! Mikołajek bawi najmłodszych i tych nieco starszych od 29 marca 1959 – wtedy to właśnie ukazała się pierwsza historyjka o przygodach Mikołajka.

Tym razem w ręce czytelnika została oddana świetnie wydana książka „Nieznane przygody Mikołajka”, w której znaleźć można 10 historyjek, w tym 9 dotąd niepublikowanych (niestety – tylko tyle, a może aż tyle...). Pierwsze opowiadanie z niedawno wydanej książki ukazało się 29 marca 1959 r. w wielkanocnym numerze pisma "Sud-Ouest Dimanche". Ciekawostką jest fakt, że Sempé., który tworzył ilustracje do historyjek Goscinny’ego o niczym nie wiedział - ilustracje do książki wykonał współcześnie. Z pewnością nie będę obiektywna, gdy napiszę, że prezentują się one jeszcze lepiej, ponieważ przy ich tworzeniu Sempé wykorzystał farby akwarelowe, dodając swoim ilustracjom jeszcze większego uroku – wręcz tchnął w nie nowe życie.

Sam Mikołajek to wciąż ten sam uroczy dzieciak – mimo upływu czasu nie zmienił się ani trochę. Wciąż wywołuje uśmiech, a nawet wybuchy gromkiego śmiechu u wielu osób, wciąż zachwyca. Towarzyszą mu jak zwykle Alcest, Euzebiusz, Gotfryd, Ananiasz, Rufus, Maksencjusz, Kleofas, Joachim.

Niesamowitym jest fakt, że tak wiele osób - od najmłodszych po tych, którzy już dawno przestali być dziećmi - sięga po historyjki, których bohaterem jest Mikołajek.  Fenoment ten bierze się z pewnością z tego,  jak owe historyjki zostały napisane. To oczywiste, że głównymi adresatami są dzieci, ale to w jaki sposób pisał Goscinny sprawiło, że Mikołajek  spodobał się również dorosłym, którzy  zaczytując się w jego książkach, powracają do dzieciństwa, bądź po prostu miło spędzają czas.

Cóż mogę jeszcze napisać? Sięgając po tę książkę, z pewnością spędzicie miło czas. Dobra zabawa i satysfakcja z lektury gwarantowana! Tym, którzy mieli wcześniej do czynienia z Mikołajkiem, nie muszę polecać „Nieznanych przygód Mikołajka”, a tym, którzy jeszcze się z nim nie spotkali, napiszę, że mają wiele do nadrobienia.

Z wydaniem książki zbiegła się premiera filmu „Mikołajek”, który wszedł do polskich kin na początku grudnia. Czy można wyobrazić sobie lepsze urodziny?

Wydawnictwo Znak, 2009
sobota, 26 grudnia 2009


Jakiś czas temu w kioskach i salonikach prasowych pojawiła się antologia dwudziestu najlepszych reportaży, wywiadów i portretów, które ukazywały się w Dużym Formacie (dodatku do Gazety Wyborczej) w 2009 roku.

Bohaterami tekstów są m.in.:

Roman Polański,
Leszek Kołakowski,
Zygmunt Bauman,
Dr House,
Quentin Tarantino,
Benedykt XVI.

Pozycja godna uwagi - cena jest przystępna, a w środku można znaleźć wywiady warte przeczytania. Szczególnie polecam wywiad z tegoroczną laureatką Nagrody Nobla - Hertą Müller.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
01. Współpracuję z ...
02. Polskie strony o książkach
03. Wydawnictwa
04. Blogi książkowe
05. Blogi różne
06. Czytuje...
07. Nie tylko książki...
08. Muzycznie
09. Przeczytane w 2009
10. Przeczytane w 2008
11. Przeczytane w 2007
12. Przeczytane w 2006
Liczniki na stonę