środa, 09 grudnia 2009

Jeśli chodzi o scrapowanie, śmiało mogę wskazać na siebie ;) ale mam nadzieję, że nie jestem w tym osamotniona.

Scrapbooking to moja druga pasja. Uwielbiam robić kartki, ozdabiać zdjęcia robiąc scrapy, robić zakładki do książek. Już kiedyś chwaliłam się zakładkami, w tym zakładkami wykonanymi przeze mnie.... A teraz wpadło mi w oko coś takiego - uwaga uwaga...





Stemple dla mola książkowego. Coś cudownego. Można je zakupić na stronie www.artpasje.pl.

Cena niestety trochę poraża, ponieważ kosztują prawie 70 zł. Niestety - nie na moją kieszeń, ale może znajdzie się kiedyś ktoś ;) kto mi zasponsoruje takie stemple, albo zrobi niespodziankę na gwiazdkę :D Mikołaju! Mikołajuuuu! Gdzie jesteśśśś gdy Cię potrzebuję!?

Mól książkowy kocha kawę i herbatę (co chyba widać po szablonie na blogu) - Kochany Mikołaju, gdy już będziesz się zastanawiał nad zakupem książkowych stempli, zerknij też na takie, które kosztują trochę mniej - jedyne 39 zł na allegro:

Rozmarzyłam się, nie ma co.... I pochorowałam na nie. A do tego doszły te książkowe. Ech... Pozostaje mi skończyć tę notkę, zanim na dobre zacznę smęcić. Pozdrawiam! (szczególnie Mikołaja :D )

wtorek, 08 grudnia 2009

Metamorfozy prozy

Refleksje post factum

Wydania pośmiertne często tak bardzo różnią się od oryginalnych, że to wydawcy powinni być podpisani jako ich autorzy.

Sarah Churchwell

Nieżyjący pisarze byli w tym roku wprost rozchwytywani. W Wielkiej Brytanii opublikowano „nowe” dzieła Raymonda Carvera, który zmarł 20 lat temu, Vladimira Nabokova, nieżyjącego od 30 lat, Ernesta Hemingwaya, który pożegnał się z tym światem prawie 50 lat temu, oraz Rolanda Barthesa, Jacka Kerouaca, Williama Styrona, Grahama Greene’a, Kurta Vonneguta, a nawet Marka Twaina. Pośmiertne wydania powieści Ralpha Ellisona i Davida Fostera Wallace’a mają się ukazać w przyszłym roku.

Reklama

Ostatnie słowo

Wydawca Fostera Wallace’a przyznaje, że sama nie ma pojęcia, która wersja książki – ze wszystkich, jakie autor pozostawił – podobała jej się najbardziej. Co nie przeszkodziło jej skompilować z nich jednej powieści. Znany zbiór opowiadań Raymonda Cartera „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości?” przeszedł w pewnym sensie proces odwrotny: wdowa po pisarzu, Tess Gallagher, wydała opowiadania na nowo jako zbiór pod tytułem „Beginners”, czyli, jak twierdzi, w wersji „oryginalnej”, zanim zostały one bezlitośnie pocięte, opatrzone poprawkami i otrzymały nowe tytuły wskutek poprawek wydawcy Carvera, Gordona Lisha. Ostatnia, niedokończona książka Nabokova zostanie niedługo wydana przez wydawnictwo Penguin pod tytułem „The Original of Laura” jako „powieść we fragmentach” (Novel in Fragments), pomimo że pisarz prosił swą żonę Verę i syna Dymitra, by spalili manuskrypt, gdyby zmarł przed jego ukończeniem.

Pamiętnik Ernesta Heming¬waya „Ruchome święto” z 1964 roku, który wszedł już do kanonu klasyki literatury, został „odnowiony” przez jego wnuka – włączono do niego rozdziały, które uprzednio się tam nie znalazły.

Można by twierdzić – i wiele osób istotnie to czyni – że takie zabiegi przynoszą największą korzyść nie autorom czy czytelnikom, lecz wydawcom, oficynom wydawniczym i księgarniom. Jednakże, zdaniem dzisiejszych wydawców i potomków pisarzy, niektóre z tych nowych publikacji mają być ofiarą poświęconą pamięci autorów, obiecują ujawnienie ich ostatnich słów, pokazanie czytelnikom ich prawdziwych uczuć. Gallagher stoczyła ciężką walkę, by wydać zbiór opowiadań Carvera „Beginners”. Chciała pokazać światu, że opowiadania znane jako zbiór pod tytułem „O czym mówimy, kiedy mówimy o miłości?” z 1980 roku nie są tak naprawdę tymi samymi opowiadaniami, które napisał Carver. Wnuk Hemingwaya, Seán, podobnie się upiera, że pierwsze wydanie „Ruchomego święta”, pośmiertnie opracowana wersja manuskryptu, którego Hemingway nie ukończył, nie oddaje ani treści jego zapisków, ani jego prawdziwych odczuć.

Wszystkie te kontrowersyjne wydania to nie żadne odchylenia od normy, a jedynie kontynuacja długiej tradycji pośmiertnego odnawiania dzieł. Czytelnicy nie zdają sobie sprawy, jak wiele klasycznych powieści zostało poprawionych po śmierci ich autorów. Książki wydawane pośmiertnie muszą oczywiście zostać zredagowane, jednak skala redaktorskiej ingerencji często jest ukrywana, a nawet fałszywie przedstawiana przez osoby, w których żywotnym interesie leży sukces ostatecznego produktu. Nasuwa się pytanie: do kogo należy ostatnie słowo?

Wielu czytelników nie zdaje sobie sprawy z faktu, że Herman Melville nie skończył przed śmiercią książki „Billy Budd”. Okazało się, że wszelkich poprawek i wykreśleń w manuskrypcie dokonała jego żona, choć pierwsi wydawcy byli przekonani, że pochodzą one od samego pisarza. Przepisywali więc cały tekst i porządkowali go, by stał się „bardziej przejrzysty”. Autorska wersja wydana została dopiero w latach 60. ubiegłego wieku, 80 lat po śmierci Melville’a. Starsze wydania wciąż są łatwo dostępne. W rezultacie zwykły czytelnik, który kupuje książkę, nie zwracając uwagi na wydanie, przeczyta być może dzieło współtworzone przez samego Melville’a, jego żonę i trzech czy czterech wydawców, których pisarz nie widział na oczy.

Praca zbiorowa

Małżonkowie i krewni często przykładali rękę. Powieść „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa została dokończona przez jego żonę, zbiór wierszy „Ariel” Sylwii Plath dobrał i ułożył jej mąż, Ted Hughes, z którym zresztą była w separacji. Niektóre z wyrzuconych wierszy były o nim. Kochanka brata Emily Dickinson była jej pierwszym wydawcą, drugim – jej siostrzenica. Obie panie poprawiały nie tylko błędy ortograficzne autorki, ale także jej sposób wysławiania się i rytm wierszy, wygładzały niezręczności językowe i nadawały przesłodzone tytuły tym, które tytułów nie miały wcale. Wszystkie te poprawiane wersje wciąż są w obiegu.

Książka „Ruchome święto” Hemingwaya, wydana w trzy lata po śmierci autora, miała jeszcze bardziej skomplikowaną historię. Pamiętnik pośmiertnie wydany przez czwartą żonę pisarza, Mary, to nostalgiczna opowieść o pierwszym małżeństwie pisarza z Hadley Richardson w Paryżu. Wspomnienia kończą się na roku 1964, kiedy to Hemingway porzucił Hadley dla swej drugiej żony Pauline. Mądry po szkodzie, z goryczą obwinia Pauline o uwiedzenie go. Niektórzy czytelnicy mogą nie uznać Mary za całkowicie bezstronną w ocenie uczuć Hemingwaya wiążących go z dwoma pierwszymi małżeństwami. Ponadto wnuk pisarza, Seán, „poprawił” tekst tak, by zmienić sposób, w jaki przedstawiona została w nim jego babka, Pauline. Wygląda na to, że przy pośmiertnym wydawaniu dzieł literackich na pierwszy plan wychodzą interesy krewnych zmarłego pisarza, czyli jego „literackich spadkobierców”. To oni są emocjonalnie (i finansowo) zaangażowani, więc zależy im na publicznym wizerunku twórcy.

Przypadek Carvera stał się tak kontrowersyjny po części dlatego, że nieświadomie (przynajmniej na początku) pisarz oddał się w ręce bezwzględnego wydawcy. Dziś, po śmierci pisarza, poprawki się usuwa. W 1980 roku Carver złożył w wydawnictwie Lisha zbiór opowiadań „Beginners”. Był już wtedy szanowanym pisarzem, choć daleko mu było do sławy. Lish przez długie lata dbał o jego karierę, wspomagał go od początku, także w latach choroby alkoholowej pisarza, kiedy Carver postanowił zapić się na śmierć. Lish zmniejszył manuskrypt zbioru „Beginners” o ponad połowę. Niektóre opowiadania – między innymi „Where Is Everyone?”, „So Much Water So Close to Home” i „A Small Good Thing” – zostały skrócone o 70–80 procent. Zmienione zostały także tytuły: „Where Is Everyone?” zamieniono na „Mr. Coffee and Mr. Fixit”.

Carterowi ten tytuł bardzo się nie podobał. Poza tym bohaterowie dostali nowe imiona. Lish nie tylko mocno skrócił opowiadania, ale także je przeredagował, sprawił, że ich zakończenia były mniej jednoznaczne, uczynił je bardziej mrocznymi, pełnymi przemocy i okrucieństwa, bliższymi prostemu czytelnikowi, a za to pozbawionymi intelektualnych odniesień (nawiązania do pisarzy takich jak Italo Svevo zostały po prostu wycięte). Lish zmienił ton opowiadań i przedstawiany w nich stosunek pisarza do kobiet. Cięcia Lisha były tak głębokie, liczne i brutalne, że Carver opisał je jako „chirurgiczną amputację i transplantację”. Zareagował słynnym dziś cri de coeur, wyjaśniając Lishowi w liście swe przerażenie: „Nie chciałbym, żeby moje słowa zabrzmiały melodramatycznie, ale podniosłem się z grobu, by znów zacząć pisać opowiadania… Szczerze mówiąc, tu chodzi o moje zdrowie psychiczne”.

Lish zadzwonił do Carvera i przekonał go jakoś do zaakceptowania edytorskich zmian, a następnie wydał zbiór opowiadań, który przyniósł pisarzowi sławę. Książka stała się na tyle istotną pozycją literatury, że powstał nawet przymiotnik „carverowski”. Jego prozę zaczęto określać jako minimalistyczną. Nienawidził tego określenia, dziś rozumiemy, dlaczego: cały minimalizm był tak naprawdę dziełem Lisha, nie Carvera. Lish był co prawda pozbawiony taktu i skrupułów, ale to dzięki jego decyzjom Carver zyskał sławę pisarską, choć tak naprawdę sukces opowiadań sprawił, że stał się więźniem stylu, który w rzeczywistości mu nie odpowiadał.

Ostatecznie Carver zerwał współpracę z Lishem i trzeci zbiór opowiadań „Cathedral” wydał w 1984 roku. Uważał, że ten właśnie tom jest punktem zwrotnym w jego twórczości, a wielu czytelników twierdzi, że to jego najlepsze dzieło. Opowiadania w zbiorze „Cathedral” są pełniejsze, bogatsze, pisane bardziej potoczystym językiem.

Wielu czytelników uważa, że geniusz Carvera rozkwitł, kiedy pisarz rozstał się z kieliszkiem i zaczął wieść ustabilizowany żywot u boku Gallagher, z którą związał się w 1979 roku. Prawda jest taka, że jego wcześniejsze opowiadania są tak posępne z powodu problemów nie tyle z alkoholem, ile z wydawcą. Gallagher utrzymuje, że zawsze był bardziej ekspresyjnym autorem, niż sugeruje jego reputacja. Ale czy naprawdę chciałby pośmiertnego wydawania swych opowiadań?

Zdając sobie sprawę ze swej śmiertelnej choroby (Carver miał nowotwór płuc), pisarz sam wydał ostateczną edycję opowiadań zebranych w zbiór „Where I’m Calling From” (1988). Znalazły się w nim zarówno opowiadania dawne, jak i siedem nowych. Niektóre z tych wcześniejszych przywrócone zostały do stanu sprzed interwencji Lisha.


... (Dlaczego blox nie daje więcej możliwości? Musiałam zamieścić tylko cześć tego ciekawego artykułu, ze względu na to, że dopuszczalna objętość notki to 16kb. Więcej przeczytacie klikając na adres poniżej, ale i tam nie ma całości -  bo
pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Forum". Myślę, że zainteresowani sięgną po papierową wersję tygodnika) ...

Źródło: www.tygodnikforum.pl

piątek, 04 grudnia 2009



Mikołajek to chłopiec, który ma wielu przyjaciół oraz mnóstwo energii do zabawy. I jak to zwykle bywa ze świetnymi pomysłami małych chłopców, dorośli nie wiadomo dlaczego uważają je za zupełnie nieodpowiednie. Dlatego zarówno przyjaciele Mikołajka, jak i on sam, wciąż pakują się w kłopoty, choć bardzo się starają być grzeczni.

Kiedy 50 lat temu René Goscinny i Jean-Jacques Sempé stworzyli postać tego rozbrykanego chłopca, nikt nie traktował ich opowiadań jako przyszłej klasyki. Dzisiaj Mikołajek jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych bohaterów dziecięcego świata. Cała seria książek cieszy się niesłabnącym uwielbieniem wśród czytelników.

W tym roku przygody Mikołajka i jego kolegów będzie można po raz pierwszy zobaczyć w kinie. Czy może być lepszy prezent na Mikołajki niż… Mikołajek?

Źródło: www.filmweb.pl






09:15, kalarepa86
Link Komentarze (1) »
środa, 02 grudnia 2009

TERAZ przy zakupie powyżej 100 zł,  jeden z dwóch kalendarzy Mikołajka otrzymasz w prezencie, a przy zakupach powyżej 150 zł - otrzymasz gratis książkę.



W GRUDNIU PONADTO:
* rabat 10% na książki Znaku
* świąteczne pakowanie prezentów
* karta stałego klienta do każdych zakupów
*bogata oferta kalendarzy Moleskine i Paperblanks

UWAGA!
W najbliższą niedzielę, 6 grudnia, księgarnia wyjątkowo będzie czynna. Zapraszamy w godz. od 10 do 14.

środa, 11 listopada 2009

7 listopada miało miejsce ogłoszenie wyników i wręczenie nagród w konkursie Literacki Blog Roku.

Jury, w skład którego weszli: Iwona Wiatr, opiekun działu „Książki i komiksy” w serwisie Allegro.pl, Dorota Malinowska-Grupińska, właścicielka wydawnictwa MG oraz Sławomir Krempa – redaktor naczelny wortalu literackiego Granice.pl zdecydowało się przyznać 3 wyróżnienia regulaminowe, jedno wyróżnienie specjalne, jak również pierwszą, drugą i trzecią nagrodę.

Horror – życie – literatura

Wyróżnienie specjalne trafiło do Pawła Wawrzyniaka, autora blogu dostępnego pod adresem http://horrorstory.blox.pl Autor bardzo rzetelnie, ale w sposób niezmiernie atrakcyjny i barwny pisze o stosunkowo wąskiej tematyce grozy i horroru. Opisuje najnowsze filmy, ale podejmuje też temat nowości wydawniczych z zakresu horroru. Pisze bez uprzedzeń, językiem potocznym, lecz bardzo wyrazistym.

Pierwsze spośród wyróżnień regulaminowych otrzymał Ryszard Sadaj za blog http://www.emeryt-polski.blogspot.com/ Jest tu życie bardzo sprawnie przekute w literacką materię. Jest opis, czasem zabawnych, czasem – mniej, perypetii mieszkającego w Krakowie mężczyzny na emeryturze. Zachwycają tu humor, ironia, pogoda ducha i nieposkromiona chęć życia.

Kolejne wyróżnienia trafiły do dwóch osób zajmujących się na blogu literaturą i krytyką literacką, publikujących recenzje czy komentarze do nowości wydawniczych. Otrzymali je Joanna Janowicz (http://direlasua.wordpress.com/) i Jarosław Czechowicz (http://krytycznymokiem.blogspot.com) Recenzje Jarosława Czechowicza na polskim rynku wydawniczym to lektura obowiązkowa. Autor zwraca uwagę swą kompetencją, dociekliwością i rzetelnością. W blogu nie zabiera głosu często, zawsze jednak pisze o książkach ważnych i głośnych, o książkach, które wypada znać – podkreślał w uzasadnieniu werdyktu Sławomir Krempa, redaktor naczelny wortalu Granice.pl. - Joanna Janowicz jest niemal równie dobrą badaczką literatury, w jej blogu jednak zwracamy uwagę przede wszystkim na styl i ogromną pomysłowość. Teksty publikowane w obrębie blogu to literackie impresje, cudownie lekkie dykteryjki i felietony związane z konkretnymi lekturami. Janowicz pisze o książkach często o wiele bardziej ciekawie i sprawnie, niż ich autorzy.


Niżej Podpisany – czyli klasa sama w sobie

Trzecie miejsce w konkursie zajął Piotr Kowalczyk, od lat publikujący pod pseudonimem Niżej Podpisany (http://www.nizejpodpisany.com/). – Trudno właściwie streścić wszystko to, co robi Piotr Kowalczyk. Jest z pewnością najbardziej nowoczesnym i aktywnym spośród polskich blogerów. Tworzy świetne teksty literackie na Twitterze, publikuje e-książki, jest współczesnym kontynuatorem najlepszych tradycji literatury absurdu. A poza tym opisuje i komentuje nowe trendy na rynku czytników publikacji w wersji elektronicznej oraz kształci swych czytelników w zakresie tego, jak tworzyć literaturę w sieci i nawet na niej zarabiać. Jego blog jest opiniotwórczy, szeroko komentowany i cytowany. Jak polski internet ma swojego Grzegorza Marczaka i jego Antyweb, tak literatura w sieci może szczycić się Niżejem Podpisanym.


„Ona i ona” – świetna powieść na niewygodne tematy

Jednak najwyższe miejsca na podium zajęli twórcy literatury nieco bardziej konwencjonalnej. Drugą nagrodę otrzymała autorka publikowanej w odcinkach powieści „Ona i Ona” (http://onaiona.myfryzjerzy.pl). „Ona i ona” to opowieść o codziennym życiu pewnej pary. Pary jednak niezwyczajnej, bowiem tworzą ją dwie kochające się dziewczyny. Ada, autorka blogu, opowiada o życiu pary gejowskiej w Polsce oraz o próbach ukrywania swojej orientacji seksualnej. Pisze w sposób bardzo dyskretny, bez zbędnego obnażania się. Jej książka to po prostu świadectwo normalności, autorka udowadnia bowiem, że homoseksualiści to tacy sami zwyczajni ludzie, mający własne marzenia i pragnący żyć normalnie i szczęśliwie, jak cała reszta społeczeństwa. Nie zawsze doskonała pod względem warsztatu czy stylu, powieść ta jest bardzo świeża i intrygująca.



Po prostu – Literacki Blog Roku 2009

W pierwszej edycji konkursu „Literacki Blog Roku” zwyciężył jednak Adam Barański, który swą stronę prowadzi pod adresem http://ludzie-w-metrze.blogspot.com/ Bez wątpienia to jedno z najlepszych i najbardziej oryginalnych przedsięwzięć, jakie zgłoszono do naszego konkursu. Autor opowiada historie ludzi spotkanych w metrze. Często towarzyszą im krótkie filmy lub fotografie. Zdarza się, że swe opowieści nadsyłają odwiedzający stronę internauci. Blog Barańskiego to właściwie zbiór świetnych opowiadań – dobrych warsztatowo, oryginalnych, często zwieńczonych zaskakującą pointą. Z pewnością to najbardziej dojrzałe i przemyślane przedsięwzięcie, zasługujące na nagrodę główną.


Wybór internautów

Internauci tytuł Literackiego Blogu Roku przyznali Monice Szadkowskiej, która swój blog prowadzi pod adresem: http://www.shadija.blog.onet.pl Podczas uroczystości wręczenia nagród w konkursie organizatorzy zapowiedzieli kontynuację przedsięwzięcia. Więcej informacji: już wkrótce.

Źródło: www.granice.pl
08:20, kalarepa86 , Nagrody
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 listopada 2009


Wydawnictwo Znak wpadło na genialny pomysł wydania serii pięćdziesięciu książek z okazji 50 – lecia wydawnictwa. Seria 50 na 50 to książki, które po prostu trzeba znać – tytuły wszystkim dobrze znane, oraz takie, które niesłusznie zostały zapomniane. A wśród nich „Flush” - biografia napisana przez Virginię Woolf. Na wstępie trzeba zaznaczyć, że nie jest to byle jaka biografia, bowiem głównym bohaterem jest pies, a dokładnie rasowy spaniel, który trafił do domu Elizabeth Barrett (później Barrett Browning) – angielskiej poetki i najbardziej poważanej kobiecej autorki epoki wiktoriańskiej.


Rysunek przedstawia Elizabeth Barrett Browning


Pisząc tę niewielką biografię Woolf sięgnęła do źródeł, jakimi były wiersze Elizabeth Barrett, a także listy do Roberta Browninga, którego postać również pojawia się w książce. To właśnie z nim Flush toczył wojnę o uwagę i względy panny Barrett. Na końcu znaleźć można też przypisy, które sprawiają, że książkę „Flush” uznać można za solidnie i dokładnie napisaną biografię. Do tego wzrusza i rozbawia, wciąga i nie pozwala się oderwać.

„Flush” który po raz pierwszy został wydany w 1933 roku (w Polsce data wydania przypada na 1994 rok), a który  w przeciągu sześciu miesięcy od wydania sprzedał się w 19 000 egzemplarzy. Wynik zaskakujący, biorąc pod uwagę fakt, że później o książce właściwie zapomniano. Zaczynając czytać książkę Woolf można mieć wątpliwości co do tego, czy aby włączenie też książeczki do seri 50 na 50 było dobrym wyborem, jednak z wraz z dalszą lekturą przekonać się można, że to, co z początku nie zaskakuje niczym szczególnym, z czasem potrafi zauroczyć czytelnika, a nawet sprawić mu niemałą przyjemność, przenosząc go do zupełnie innego świata, jakim jest epoka wiktoriańska. Brawa zatem dla tego, kto postanowił o tym niewielkim dziełku przypomnieć, włączając je do serii 50 na 50.

Wydawnictwo Znak, 2009

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 52
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
01. Współpracuję z ...
02. Polskie strony o książkach
03. Wydawnictwa
04. Blogi książkowe
05. Blogi różne
06. Czytuje...
07. Nie tylko książki...
08. Muzycznie
09. Przeczytane w 2009
10. Przeczytane w 2008
11. Przeczytane w 2007
12. Przeczytane w 2006
Liczniki na stonę