wtorek, 04 lipca 2006


                                  


Wczoraj przeczytałam "Ring" japońskiego autora Koji Suzuki.

Taki oto krótki opis znajdziemy często na portalach wysyłkowych.

"Głównym bohaterem "Ring" jest dziennikarz nazwiskiem Asakawa, szczęśliwy mąż i świeżo upieczony ojciec, który pewnego dnia wpada na trop tajemniczej zagadki śmierci czworga nastolatków. Śmierci niezwykłej, niedającej się wytłumaczyć z punktu widzenia medycyny. Drążąc sprawę Asakawa dociera do pewnego domku letniskowego w luksusowym kurorcie, a w recepcji odnajduje przedziwną, niepodpisaną kasetę, którą, na swoje nieszczęście, natychmiast wkłada do magnetowidu. Sceny, których doświadcza nie tylko wzrokiem, oszałamiają go i wprawiają w przerażenie. Pod koniec filmu na ekranie telewizora widzi napis: "Ci, którzy widzieli te obrazy, umrą dokładnie za tydzień, o tej samej godzinie. Jeśli nie chcesz umrzeć, musisz postąpić według następujących wskazówek...". Reszta przekazu została skasowana. Przerażony i zdesperowany Asakawa udaje się do jedynego człowieka, z którym nawiązał swoistą przyjaźń, Ryuujiego, wykładowcy filozofii. Obaj obejrzeli film i obaj próbują teraz znaleźć sposób na odczynienie klątwy twórcy tajemniczej kasety, chociaż cyniczny Ryuuji wydaje się być postacią pozbawioną instynktu samozachowawczego, co tylko pogłębia stres Asakawy, który w krótkim czasie musi ratować nie tylko siebie i przyjaciela, lecz także własną żonę i córkę"

Nigdy nie przepadałam za literaturą japońską. Po "Ring" sięgnęła z ciekawości, po obejrzeniu filmu... Większość ludzi, których znam uważa amerykańską, a często też japońską wersję filmu za nieciekawą, a czasem nawet dno, którego nie warto oglądać. Niby horror a czego się tu bać? Jak dla mnie nie o samo banie się chodzi.... Doceniam pomysł i sposób jego realizacji, właściwie w filmie twórcy mieli większe pole do popisu. W amerykańskiej wersji część rzeczy jest inaczej przedstawiona, zmieniono nieco historię ale nie zawsze trzeba i da się pozostać wiernym pierwowzorowi. Nie oglądałam wersji japońskiej, gdyż mam awersję do japończyków i chińczyków grających w filmach. Oczywiście można by napisać osobną notkę o różnicach między filmem a książką. Chociaż pozbawiona jest ona potworów potrafi wywołać w nas niepowtarzalny nastrój a nawet ciarki na plecach. Język jest bardzo prosty, autor nie bawi się w wyszukane formy. Ksiażka niestety urywa się w jednym z ciekawszych momentów, pozostawiając nas ze swymi domysłami i refkelsjami. Ogólnie książka dobra i jeśli ktoś by jej coś chciał zarzucić chętnie wdam się w polemikę, jej treść jest wciągająca i godna polecenia.

zdjęcie: http://www.znak.com.pl/book.php?id=1502
22:44, kalarepa86
Link Komentarze (1) »

Tak jak Alberto Manguel w swojej książce "Moja historia czytania" ukazuje, jak każdy zmienia się pod wpływem czytania i że każda lektura wpływa na ludzkie życie, tak ja postanowiłam opisać moją własną historię...

Wprawdzie mam już 2 inne blogi ten z założenia ma być inny - tematyczny i ma dotyczyć właśnie książek czytanych przeze mnie, moich doświadczeń i różnych rozmyślań na tematy podejmowane w książkach i nie tylko... Czas pokaże jak zrealizuje swój pomysł.


                       


Właściwie od dziecka mam styczność z książkami.... Moje obcowanie z literaturą zaczęło się od bajeczek dla dzieci i baśni czytanych przez moją mame. Czytała mi zbiór baśni z całego świata "Bajarka opowiada" a wśród nich baśń angielską "Kociołek", którą wciąż doskonale pamiętam i chyba najbardziej lubię... Z zapartym tchem słuchałam historii Karolci, która znalazła niebieski koralik spełniający życzenia. Słuchałam także nagranych na kasety magnetofonowe bajek czytanych przez lektorów. Byłam częstym gościem w bibliotekach, na początku w naszej osiedlowej - dosyć dużej bibliotece, która została zamknięta nad czym ubolewałam i ubolewam, a później w Miejskiej Bibliotece naszego miasta. Później przyszedł czas na biblioteki znajdujące się w mieście, w którym studiuje.

W podstawówce było inaczej.... Nie lubiłam czytać. Uważałam, że nauczyciele dają nam za mało czasu na przeczytanie książki - a gdzie zabawa? Byłam zła, że lalki muszą zostać odłożone i poczekać na mnie, aż skończę czytać głupią, nic nie wnoszącą w moje życie książkę. Jak teraz patrzę wstecz to wydaje mi się to śmieszne :) Moją ulubioną wówczas książką była "Akademia Pana Kleksa" Jana Brzechwy - widać, już od dziecka miałam ciągotę do fantastycznego świata i nierealnych, wymyślonych historii.

Pomimo mojego uwielbienia do fantastyki, za nic w świecie nie chciałam przeczytać "Pirata Pirxa" - nauczycielka podzieliła książkę między uczniów i każdy miał przeczytać chyba po 1 rozdziale.... Potem nas odpytywała - ale nie pamiętam czy dostałam pozytywną ocenę :)

W gimnazjum naszej nauczycielce nie zależało na tym, żebyśmy czytali książki. Traktowała swój przedmiot i pracę schematycznie - a nawet sama twierdziła, że została nauczycielką poslkiego "przez przypadek". Niestety muszę się z tym zgodzić. W gimnazjum bardzo polubiłam literaturę Georga Orwella i książkę N. H. Kleinbauma "Stowarzyszenie umarłych poetów".

Po gimnazjum przyszedł czas na Liceum i tu moje zamiłowanie do literatury zostało poddane ciężkiej próbie.... Lektura za lekturą, często książki czytane na "siłę" a chyba nie ma nic gorszego niż czytanie czegoś na siłe, wbrew własnej woli, gdy profesorka pyta na ocenę ze znajomości treści. Brrrr..... W gimnazjum za sprawą konkursu tolkienowskiego ożywiło się moje zainteresowanie fantastyką. Wraz z grupą kilku znajomych przygotowywaliśmy się do konkursu na temat wiedzy z "Władcy Pierścieni" i tak rozpoczęła się moja przygoda z tym jakże wspaniałym pisarzem. Potem przyszedł czas na literaturę Andrzeja Sapkowskiego, do dziś zresztą kolejnego mojego ulubionego piszarza fantasy.

W liceum najbardziej polubiłam Romantyzm i Średniowiecze - szkoda, że nie było mi dane żyć w takich czasach :) Zamki, rycerze, piękny język.... Ehhhhh.....

W wspomnieniach młodych ludzi czesto spotykam się z niechęcią do "Potopu" - ja wręcz przeciwnie, czytałam książkę z zapartym tchem (no dobra, przyznaję się - były też nudne momenty ;) ) "Zbrodnia i kara" czy też "Mistrz i Małgorzata" to moje ulubione książki z tamtego okresu.

Jakoś to przebolałam i zaliczam czasy spędzone w Liceum do bardziej udanych. Z perspektywy czasu cieszę się, że mieliśmy taką wymagająca profesorkę od polskiego :) bo wiele mnie nauczyła, a zdobyta wiedza przydaje mi się teraz, w na studiach dziennikarskich.

Okres studiów trwa - i mam nadzieje, że za szybko się nie skończy ;) Mam więcej czasu niż w liceum i nie muszę czytać narzucanych mi przez innych książek. Pochłaniam coraz to nowsze pozycje i wciąż chcę czytać więcej i więcej. I tylko gdy sesja się zaczyna robi mi się strasznie smutno, że znowu muszę na dłuższy czas porzucić moje ukochane książki, bez których moje życie było by nudne...

Jednym słowem - Prawdziwy mól książkowy ze mnie ;)


Czasem żałuję, że na świecie jest aż tyle wspaniałych książek, których nigdy nie będzie dane mi przeczytać.

Pozdrawiam. Mól.
22:42, kalarepa86
Link Komentarze (5) »
1 ... 51 , 52
 
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
01. Współpracuję z ...
02. Polskie strony o książkach
03. Wydawnictwa
04. Blogi książkowe
05. Blogi różne
06. Czytuje...
07. Nie tylko książki...
08. Muzycznie
09. Przeczytane w 2009
10. Przeczytane w 2008
11. Przeczytane w 2007
12. Przeczytane w 2006
Liczniki na stonę