Molowe przemyślenia

czwartek, 09 lipca 2009

Sesja zakończona. Wakacje rozpoczęte. Szukanie pracy również rozpoczęte.... Czas na powrót do świata książek. Książki wręcz podstakują na półkach, a ich cichutki dotąd pisk zamienił się w donośny okrzyk rodem z jakiejś demonstracji - wciąż słyszę "Wybierz mnie! Wybierz mnie!". Wybór bynajmniej nie jest łatwy. Staram się te zrozpaczone tomiszcza jakoś uspokoić i przekrzyczeć, ale tylko czasami słowa "na każdą z was przyjdzie pora" trafiają do tych szeleszczących kartek.


Ciężko było mi tutaj wrócić, zwłaszcza gdy myślałam o tym, jak długo mnie tu nie było, ile nowości mnie ominęło, ile Waszych notek nie było dane mi przeczytać i ile w książkowym świecie się wydarzyło. Co prawda pojawiła się od czasu do czasu jakaś notka, czy recenzja, a ja starałam się śledzić i czytać notki na Waszych blogach, ale niestety muszę przyznać, że nie jestem na bieżąco - nie tylko z Waszymi notkami, ale również z książkowymi nowościami. Nie było na to zwyczajnie czasu, a już na pewno nie w czerwcu, który upłynął pod znakiem sesji. Na szczęście na jakiś czas mam spokój i mogę odetchnąć od skryptów, tekstów krytycznoliterackich i teorii. Tym, którzy tu zaglądali i pamiętali o mnie i moim blogu - dziękuję :)


Zdążyłam się już zgłosić do wyzwania "Kolorowe czytanie". Zastanawiam się właśnie nad wyborem książek, ale z ostatecznym wyborem jeszcze się wstrzymam.


Kilka słów o tym, co znajdzie się niebawem na blogu:

- recenzja cyklu Mendozy (Przygoda fryzjera damskiego, Sekret hiszpańskiej pensjonarki i Oliwkowy labirynt),

- recenzje książek: Skafander i motyl, Najdłuższa podróż do domu, Księga innych ludzi oraz Heban (o którym piszę w ramach pracy magisterskiej).


Zaintereresowanych zapraszam do ponownego odwiedzenia bloga w najbliższych dniach :)


czwartek, 23 kwietnia 2009


Przyznam, że nic nie kupiłam, ale dostałam ostatnio 3 książki z Wydawnictwa Znak :) Ostatniego Mendozę czyli Niezwykłą przygodę Pomponiusza Flatusa, Księgę innych ludzi Zadie Smith oraz Najdłuższą podróż do domu Grogana, więc śmiem zaliczyć te książki na poczet święta każdego mola książkowego. Dziś czytałam (nie mogło być inaczej) chociaż przyznaję, że jedyne co ostatnio czytam to teksty teoretyczne.

Jeśli chcecie coś sobie kupić, to zapraszam na stronę Merlina, gdzie zobaczyć można jakie zniżki oferują niektóre wydawnictwa - do 60 % rabatu! :) Lepiej późno niż później.

sobota, 28 lutego 2009

Szczerze mówiąc, to moje książkowe zaległości są dosyć spore. Od początku tego roku przeczytałam niewiele książek. Styczeń - sesja i egzaminy. Luty - egzaminów ciąg dalszy i zanurzenie w komiksowym świecie, gdy już mogłam odetchnąć i powiedzieć: noooo to wszystkie egzaminy zdane. Na pierwszy ogień poszła książka Jerzego Szyłaka "Komiks: świat przerysowany", czyli pierwsza w Polsce monografia komiksu, przeznaczona dla każdego, który komiksy lubi i chciałby dowiedzieć się kilku ciekawych informacji dotyczących tego, jak komiks rozwijał się na świecie i w Polsce (o polskim komiksie jest szczerze mówiąc niewiele informacji). Jerzy Szyłak w swojej książce przedstawia ewolucję komiksu, który z czasem zaczął pretendować do miana dzieła sztuki. Można powiedzieć, że dziś komiks jest nieodzownym elementem kultury masowej.



Po obejrzeniu filmu „Sin city – miasto grzechu”, w reżyserii Roberta Rodrigueza, (film udało mi się obejrzeć pomiędzy jednym a drugim egzaminem) przyszła pora na komiks w wersji tradycyjnej. Swoją przygodę zaczęłam od tomu trzeciego, czyli „Krwawej jatki”, której akcja toczy się w Starym mieście, które jest terenem działania prostytutek w Mieście Grzechu. Rządzi się własnymi prawami. Dziewczyny płacą policji za nie wtrącanie się w ich sprawy. Same pilnują porządku. Gdy policja wkracza na ich teren natychmiast zmuszają ją do odwrotu. Ale nie zabijają glin. Takie mają zasady. Nie zamierzam poprzestać na tym jednym tomie – w niedalekiej przyszłości sięgnę też po inne komiksy Franka Millera, m. in. 300.











Co jeszcze udało mi się przeczytać? Piąty numer progresywnego magazynu „Jeju”, którego tematem przewodnim była fabryka i motyw industrial w komiksie.







Ostatnim książkowym kąskiem był „Klub Dumas” Arturo Perez-Reverte, czyli książka dla wszystkich molów. W końcu udało mi się ją przeczytać! Aż narobiła mi smaka na „Dziewiąte wrota’, które swoją drogą widziałam już dawno dawno temu.



To tyle, a może aż tyle. Wstyd mi szczerze mówiąc, ale cóż poradzić na brak czasu....

poniedziałek, 19 stycznia 2009

...a na dodatek pusto. To może oznacząc tylko jedno - SESJA.

Tak moi drodzy. Sesja zacisnęła na mnie swoje szpony i jeszcze długo mnie w nich potrzyma. Jest już prawie koniec stycznia, a ja jestem ledwo na 200 stronie "Instynktu gry" Juli Zeh. Ale to oczywiście nie znaczy, że nie czytam... Wręcz przeciwnie, czytam calutki czas, jednak nie zawsze to, co bym chciała. Skrypty, rozdziały, a nawet kilka i już mam 2 drewniane kuwetki tekstów zebranych od października 2008. Dobrze, że drewniane - przynajmniej one w miarę wytrzymują ten napór wiedzy :D Staram się śledzić to, co dzieje się na rynku wydawniczym. Staram się czytać Wasze blogi. Do tego dochodzi film i sztuka - ale to już dla własnej przyjemności. Już niedługo nastąpi wybór specjalizacji - jako, że to są studia magisterskie uzupełniające. A do wyboru Kultura literacka i komunikacja kulturowa. Ja zdecydowanie wybieram pierwszą specjalizację. Wtedy to dopiero będzie czytania... :)

czwartek, 30 października 2008

Czy czytaliście kiedyś "Kontrabasistę" Patricka Süskinda? Jeśli nie to polecam, a już w ogóle polecam audiobooka - te wszystkie dźwięki, które pojawiają się w tym monodramacie są przepiękne. Od zawsze miałam wielką ochotę usłyszeć tę książkę, a nie tylko ją przeczytać. Bo po cóż nam samo czytanie, skoro nie możemy usłyszeć, o jakie dźwięki chodzi bohaterowi tego monodramu? Chciałabym to zobaczyć również na scenie. I tu pojawia się pewna możliwość - Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego wystawia sztukę 31 grudnia, a w roli głównej występuje Jerzy Stuhr. Ale jak ja bym wróciła? Podejrzewam, że ostatnie kursy będą odwołane a nocować w Katowicach nie mam zamiaru. Szkoda, że wystawiają tylko wtedy, bo mam ogromną ochotę iść na tę sztukę. Tymczasem pozostaje mi się zadowolić monodramem wygłoszonym przez Michała Breitenwalda.

Słów kilka o "Kontrabasiście":

Kontrabasista to gorzka, ironiczna opowieść o samotnym człowieku, który nie umie pogodzić się z myślą grania 'ostatnich skrzypiec' w orkiestrze. Ale nie tylko w orkiestrze, bo także w życiu. Spektakl to również monolog o rozpaczliwej samotności, którą bohater stara się wypełniać muzyką. Stara się dowieść, iż jego rola w orkiestrze symfonicznej nie jest rolą podrzędną. W toku przedstawienia przyznaje się przed samym sobą, że jest niczym. Na kontrabas nie są nawet pisane partie solowe. Bohater kocha młodą śpiewaczkę operową, ale nie potrafi jej o tym powiedzieć, gdyż kobieta bywa w drogich restauracjach, zapraszana przez tenorów - na co Kontrabasistę nie stać. Dlatego większość czasu spędza sam w domu. Razem z kontrabasem, który w cieniu pokoju wygląda jak 'stara, gruba baba'. To właśnie ten instrument bohater obwinia o wszystkie niepowodzenia w swoim życiu.

Po raz pierwszy Jerzy Stuhr zagrał "Kontrabasistę" w 1985 roku. Od tej pory odwiedził z tą sztuką wiele krajów całego świata - Włochy, Austrię, Wielką Brytanię, Kanadę, Stany Zjednoczone. Dał w tym czasie kilkaset przedstawień, za każdym razem przy sali wypełnionej po brzegi.

Przy całej zręczności sztuki, inteligencji tekstu, doskonałym pomyśle muzyczno-teatralnym - nie byłoby to przedstawienie tak dobre, gdyby nie znakomita gra Stuhra. Aż trudno nazwać 'grą' to intymne przebywanie z widzem, to przymrużenie oka pozwalające widzowi śmiać się w cichym porozumieniu z bohaterem. Stuhr stworzył sylwetkę ironiczną, rozśmieszającą i wzruszającą - bez czułostkowości.

Źródło: Dni teatru

czwartek, 17 lipca 2008
Ostatnio czytałam ciekawy artykuł w Kulturze - dodatku do Dziennika - "Dyskretny urok nikotyny". Zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy to, że ktoś pali w czytanej przez Was w danej chwili książce, bądź pije kawę, bądź coś przegryza ma na Was jakikolwiek wpływ?

Na mnie osobiście wpływa kawa i wszelkie czynności związane z jej przygotowaniem. Opisywane zapachy, kolor, unosząca się z kubka para - wszystko to sprawia, że czuję jej zapach i mam ochotę wypić właśnie w tej chwili pyszną kawę. Często odrywam się od lektury, by z rozmarzonym wzrokiem powęrdować do kuchni w celu przygotowania mojego ulubionego napoju w którymś z moich ulubionych kubków. Kawa to obok książek drugie moje największe uzależnienie. Uwielbiam jej smak, więc nie ma co się dziwić, że gdy czytam o niej w książce sama mam ochotę na kubek gorącej kawy. Gdy czytałam książkę "Cappucino" na kawę miałam ochotę praktycznie przez cały czas... (recenzja tutaj: http://molksiazkowyy.blox.pl/2007/08/Mariella-Righini-Cappuccino.html).

Zapewne niektóre osoby, które odwiedzają mojego bloga czytały "Czekoladę". Czy tworzone przez Vianne speciały nie sprawiały, że mieliście na nie ochotę? Przyznaję się bez bicia :D kusiła mnie ta kobieta niemiłosiernie tymi pysznościami, a niestety należę do osób, które mają słabość do słodyczy...

Jeśli chodzi o papierosy to większy wpływ mają one na mnie w przypadku filmu, chociaż i w literaturze często można spotkać jakiegoś palącego bohatera. Jest coś w tym wszystkim, jakiś ceremoniał, to, że osoba paląca (ale nie paląca ot tak, na ulicy, na chybcika) przyciąga, hipnotyzuje mnie w jakiś sposób. Dym, który unosi się w powietrzu, sposób, w jaki ktośunosi rękę, zaciąga się, trzyma papierosa. Niektórzy palą zupełnie ot tak, ale niektórzy potrafią dzięki papierosowi stać się kimś zupełnie innym. Trudno mi w tej chwili opisać to dziwne zjawisko, ale mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.

Kolejną rzeczą jaka ma na mnie wpływ w książkach są zapachy... Tutaj największe wrażenie wywarło na mnie "Pachnidło" właśnie zapachami opisywanym w książce. Mój zmysł powonienia jest dosyć dobrze rozwinięty. Dlaczego tak uważam? Ponieważ często czuję zapachy, których inni nie czują i gdy pytam kogoś: "Czujesz ten zapach?", często słyszę: "Nie".

Pochwalcie się, co też w książkach wywiera na Was mniejszy bądź większy wpływ... Bądź nie wpływa w ogóle, a jedynie irytuje. Macie pole do popisu.

 
1 , 2 , 3
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
01. Współpracuję z ...
02. Polskie strony o książkach
03. Wydawnictwa
04. Blogi książkowe
05. Blogi różne
06. Czytuje...
07. Nie tylko książki...
08. Muzycznie
09. Przeczytane w 2009
10. Przeczytane w 2008
11. Przeczytane w 2007
12. Przeczytane w 2006
Liczniki na stonę