Pisarze

wtorek, 02 grudnia 2008

Pozwoliłam sobie skopiować artykuł o moim ulubionym pisarzu - J. M. Coetzee autorstwa Tadeusza Nyczka. Zapraszam do lektury




Nie widzę dziś pisarza tej klasy, który dostrzegałby tak wiele, rozumiał jeszcze więcej i nie mając wielu złudzeń co do ludzkiej natury, wciąż wierzył, że warto za pomocą słów zszywać nasz porozrywany świat.

Jesteśmy już z Coetzeem na bieżąco. Właśnie ukazała się u nas jego najnowsza powieść „Zapiski ze złego roku”. Szczególnie osobista książka, w której występuje już bez osłonek: jako „światowej sławy pisarz” J.C., były wykładowca uniwersytecki, dziś na emeryturze. Jest jej narratorem i bohaterem jednocześnie; książka, którą J.C. pisze, powstaje na naszych oczach i jest właśnie „Zapiskami ze złego roku”. Czytanie jej to osobna łamigłówka. Składa się bowiem z trzech równoległych narracji; pierwsze dwie prowadzi on sam, J.C., trzecią – pewna młoda filipińska maszynistka przepisująca jego zapiski/refleksje o świecie. Trochę to mętnie brzmi, ale konstrukcja powieści też niczego nie ułatwia, wręcz przeciwnie. Trzeba skakać po narracjach, na własną rękę wybierając kolejność skakania, więc czytelnik ma tu więcej roboty niż zwykle. Jednych to zachwyci, innych zapewne będzie denerwować, ale trudno, taki koncept.J.C. pisze, że ma dość powieści, teraz woli bardziej bezpośrednio myśleć o życiu, świecie i sobie samym. „Zapiski...” są dosyć melancholijne, gorzkie i mało porywające. Tak jak zapewne obecny żywot ich twórcy. Bo cóż, że osiągnął naprawdę światowy sukces. Że dwukrotnie dostał sławną Nagrodę Bookera i jeszcze sławniejszego Nobla. Że jest bodaj największym pisarzem, jakiego wydała Afryka. Ale teraz jest starym człowiekiem i starość z dnia na dzień zabiera go światu, więc radości życia.

Wigor mieszańca
Gdyby nie był mieszańcem, jego pisarstwo wyglądałoby na pewno inaczej. Po ojcu jest afrykanerem, białym mieszkańcem Afryki Południowej. Po rodzinie matki pół-Niemcem z Pomorza i pół-Polakiem z Wielkopolski.
Dalsze życie tego urodzonego w 1940 rokumieszańca, którego językami domowymi był zarówno angielski, jak i afrikaans, konglomerat niemiecko-holendersko-angielsko-‑hotentocki, toczyło się równie zawile. Pokończył szkoły i studia w rodzimym Kapsztadzie, lecz pracować pojechał do Londynu. Stamtąd po kilku latach wyprowadził się do Stanów, gdzie na teksaskim uniwersytecie w Austin zrobił doktorat i został profesorem. Wystąpił o status stałego rezydenta amerykańskiego, ale wdał się w politykę, protestując przeciwko wojnie wietnamskiej, i dostał kosza od władz imigracyjnych. Wrócił więc do RPA, doczekał uniwersyteckiej emerytury w 2002 roku, a potem przeniósł się z Afryki do Australii, gdzie do dziś mieszka. Swoje naukowo-profesorskie umiejętności wykorzystuje od czasu do czasu jako eseista, publikując głównie w słynnym „New York Review of Books” znakomite szkice o cudzej twórczości (wyszły u nas niedawno jako „Dziwniejsze brzegi”).Istnieje takie pojęcie – ni to medyczne, ni to psychologiczne – jak „wigor mieszańców” będący pochodną kombinacji bardzo różnego pochodzenia genów i memów, czyli genów kulturowych. W przypadku J.M. Coetzee’ego- wigor ów musiał się skumulować w niezwykłej wyobraźni twórczej, bo w zwykłym życiu pisarz uchodzi za modelowego milczka, outsidera i mizantropa. Spokojny, wręcz chłodny, uosobienie trzeźwości i racjonalności, musi nosić w sobie piekielne zaiste kłębowisko żmij, skoro pisze to, co pisze. Jeśli ktoś nie zna żadnej z jego kilkunastu powieści (prawie wszystkie mamy już po polsku), proponuję zacząć od „Chłopięcych lat”, fabularyzowanej autobiografii. Czy to w ogóle powieść? I tak, i nie. Jej faktograficzna wiarygodność wydaje się zarówno niewielka, jak i maksymalna; nazwisko Coetzee nie pada w niej ani razu, ale przecież głównego bohatera odruchowo kojarzymy z autorem; im bardziej wgłębiamy się w jego życie, tym bardziej wydaje się niemożliwe, żeby pisarz mógł tak pisać o sobie samym, a jednocześnie nie możemy się oprzeć podziwowi, że zdobył się na tak niezwykłe wyznanie. Na tle podobnie odważnych autobiografii ekshibicjonizm „Chłopięcych lat” wy-daje się dodatkowo bezwzględny, nawet okrutny. Gdyby- Rembrandt, malując „Anatomię doktora Tulpa”, położył na stole w prosektorium własnego trupa, efekt mógłby być podobny. Coetzee nie oszczędza siebie jako dziecka i jako chłopca, patrzy na tego pokręconego fizycznie i psychicznie bachora z niechęcią i obrzydzeniem. Z jednej strony ma go za źle wychowywanego, z drugiej – za kogoś łajzowatego i pełnego chorobliwych sprzeczności. Pisze o nim w trzeciej osobie, jakby wolał zdystansować się od swojego antybohatera. „Chciałby, żeby ojciec nareszcie go zbił i przemienił w normalnego chłopca. Zarazem jednak wie, że gdyby ojcu starczyło śmiałości, aby go uderzyć, nie spocząłby, póki by się nie zemścił. Oszalałby, jeśliby ojciec go uderzył: byłby jak opętany, niczym osaczony szczur, który miota się w kącie, kłapiąc jadowitymi kłami, tak niebezpieczny, że nie można go dotknąć”.

Druga część autobiografii, „Młodość”, napisana cztery lata później, przedstawia młodego człowieka, który wyjeżdża z rodzinnego kraju do Londynu, żeby tam odnaleźć sens własnej przyszłości. Ten dwudziestoparolatek jest chyba jeszcze okropniejszy niż tamten chłopiec z Kapsztadu. Zimny erotoman nieumiejący nic ani nikogo prawdziwie pokochać ma jedną ambicję: zostać wybitnym twórcą. Czyta wielkich pisarzy, usiłuje podpatrzeć sekret ich geniuszu, szuka w sobie objawów iskry bożej, świętego ognia gwarantującego wstęp do nieba sztuki. Nie znajduje niczego takiego, więc usiłuje wzbudzić w sobie cokolwiek, co go utwierdzi na tej drodze. Jest jak duchowy grafoman walący udręczoną głową w niewidzialny mur, za którym biesiadują przy wspólnym stole Eliot i Pound, Kafka i Dostojewski, Conrad i Hölderlin. „Młodość” się kończy, a John nawet nie dotknął tego stołu. W dodatku on, który w rodzinnym Kapsztadzie był kimś lepszym, bo białym afrykanerem wśród czarnych Afrykanów, w Londynie czuje się białym pariasem wśród „prawdziwych białych” – rodowitych Anglików. Może z zapowiadanej, ale jeszcze nienapisanej, trzeciej części autobiografii dowiemy się, jak John dosiadł się wreszcie do tego stołu i jak przestał być kimś, kto zazdrości, a został tym, komu się zazdrości. Choćby Nagrody Nobla, którą dostał rok po opublikowaniu „Młodości”, w 2003 roku.

Biały wśród czarnych
Komentatorzy dzieła Coetzee’ego szukający esencji jego pisarstwa chętnie używają modnego i sugestywnego określenia – wykluczenie. Jednakże w przypadku akurat tego pisarza wykluczenie znaczy coś znacznie więcej niż zwykłe poczucie obcości z racji charakteru, pochodzenia albo wychowania. Biały chłopiec z mieszanej rodziny urodził się wszak w kraju, w którym pięć szóstych jego mieszkańców, do tego autochtonów, było wykluczonych przez pozostałą jedną szóstą najeźdźców-kolonizatorów. Biały chłopiec czujący się nieswojo wśród kolegów każdej rasy i każdego wyznania (sam był areligijny) dość wcześnie poczuł swoistą solidarność z czarnymi wykluczonymi, a kiedy dojrzał jako pisarz, wziął na siebie moralne zobowiązanie zostania... właśnie – kim? Najprościej powiedzieć: ich rzecznikiem. Ale przecież Coetzee bynajmniej nie jest żadnym bojownikiem o prawa czarnych, dobrym białym wujkiem o politycznie poprawnych poglądach. To sięga o wiele głębiej i o wiele ciekawiej.
Otóż ten afrykaner jest przede wszystkim prawdziwym Europejczykiem w sensie intelektualnym i duchowym. Czuje się spadkobiercą wielu wspaniałych pisarzy, którym chciał dorównać w młodości, siąść kiedyś przy ich stole. Mógłby więc mieć z problemem zniewolenia czarnych tyle wspólnego, ile z zagładą fok na Grenlandii. Pisał zresztą książki wzbudzające zdumienie zakresem i tematycznym, i problemowym, których niemal nie musiał być autorem. Taki „Foe” – jakby literacki pastisz dziejów Robinsona Crusoe i jego twórcy Daniela Defoe. Albo „Mistrz z Petersburga” – o Fiodorze Dostojewskim, który przyjeżdża z Drezna do Petersburga, by wyjaśnić okoliczności dziwnej śmierci swojego pasierba. Tę książkę mógłby napisać choćby Conrad, autor „W oczach Zachodu” i „Tajnego agenta”. Ale Coetzee, albinos wśród białych i biały wśród czarnych, czuje się nieswojo, kiedy mowa o tak zwanych banalnie prawach człowieka-. A nawet prawach zwierzęcia (poświęci im nie tylko osobną książkę „Żywoty zwierząt”, ale i znaczną część refleksji zawartych w „Elizabeth Costello”, powieści niepowieści, której tytułowa bohaterka, przy okazji damskie alter ego pisarza, wygłasza serię wykładów między innymi o relacjach ludzko-zwierzęcych)*. Afrykaner wychowany na Kafce, Conradzie i Eliocie ma jednak tę przewagę nad rdzennymi Europejczykami, że zna świat „barbarzyńców”. Czyli tych, których Europejczycy nigdy nie dopuściliby nie tyle nawet do stołu, ile do domu. Domu rozumianego też przenośnie, jako zasobu wiedzy o świecie „dobrze urządzonym”.

To oczywiście kwestia osobistego doświadczenia. Joseph Conrad nigdy nie napisałby „Nostromo” ani „Jądra ciemności”, gdyby nie zaciągnął się do angielskiej marynarki. Coetzee stojący jedną nogą w pierwszym świecie – starych wartości europejskich – a drugą w świecie trzecim, gdzie ginie się z głodu i zabija dla przeżycia, próbuje zmieścić w swoich książkach oba te światy naraz. Żadnego nie rozgrzesza ani nie potępia. Tyle że nie stając po żadnej ze stron, bierze na siebie, drobiazg, winy, grzechy, świństwa, niegodziwości, zakłamanie i szaleństwo wszystkich naraz. Nie czujcie się pewni, dobrzy, mądrzy, wykształceni, prawi i bogaci, mówi światu pierwszemu. Nie czujcie się tak pokrzywdzeni, że wszystko wam wolno, draństwo i śmierć są nie do odkupienia, mówi światu trzeciemu, który chętnie zamieniłby się z tym pierwszym, topiąc go w łyżce wody.

Hańba kolonii karnej
Połowa książek Coetzee’ego to czyste horrory, na poły wymyślone, na poły realne. Gdyby ktoś nakręcił film na podstawie „Życia i czasów Michaela K.”, „Czekając na barbarzyńców”, „Hańby” czy „W sercu kraju”, to ponure kino spod znaku „Alphaville”, „Ucieczki z Nowego Jorku” bądź „Kolonii karnej” wydałoby się bajką na dobranoc. Akcja zazwyczaj dzieje się w jakimś półdzikim kraju, trwa wojna albo zapowiedź wojny, z jednej strony frontowy rygor, z drugiej nieopanowane instynkty przestraszonego stada. Bohaterowie to ludzie na różny sposób okaleczeni, uszkodzeni. A to półidiota Michael K., ludzkie zwierzę koczujące na marginesie kraju zmienionego w obóz, a to zgwałcona przez czarnych włóczęgów biała córka uniwersyteckiego profesora, a to popadająca w szaleństwo dziewczyna zamknięta w domu z postrzelonym przez siebie ojcem.
W tym świecie nic nie jest spodziewane ani oczywiste. Coetzee z zadziwiającą konsekwencją unika fabularnych schematów cisnących się pod pióro. Wspaniały stylista, ma wyjątkowy talent do zwodzenia czytelnika i paskudzenia mu dobrego samopoczucia. Ileż razy myślimy, że zaraz wszystko skończy się dobrze, bo tak wskazywałyby reguły gatunku i pisarska przyzwoitość, nielojalny Coetzee robi woltę i skręca w najbardziej nieprzyjazne rejony dalszego ciągu akcji. O dziwo, wierzymy mu, bo tak prawdopodobnie byłoby właśnie w życiu, nie w literaturze. Czy w tym mrocznym pisarstwie są jakieś jasne strony? Są. To ludzkie odruchowe dobro wynikające nie wiadomo z czego, prawie niczym nieuzasadnione i niewymagające rewanżu. Tylko ono, często wbrew sensowi, nawykom, a nawet wbrew prawu, przywraca równowagę światu wyglądającemu jak jedna wielka rana. Zaledwie okruch miłości, współczucia, wybaczenia. Czyjeś ciepłe ciało, dotyk dłoni. Zgwałcona podnosi się z ziemi i podaje gwałcicielowi garnek wody. Takiej dosłownej sceny tam nie ma, ale mogłaby być. Te odruchy ratują ludzką godność na tym padole krwi i łez.
Nie widzę dziś pisarza tej klasy, który widziałby tak wiele, rozumiał jeszcze więcej i przy niewielu złudzeniach co do ludzkiej natury wciąż wierzył, że warto za pomocą słów zszywać codziennie od nowa nasz rozerwany na strzępy świat. Do niedawna był drugi taki – Kapuściński. Chyba nie przypadkiem milczący odludek z antypodów przyjaźnił się z tym nienasyconym obieżyświatem z Pińska.

Źródło: Przekrój, Tadeusz Nyczek, "Przekrój" 44/2008

11:41, kalarepa86 , Pisarze
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 listopada 2006




Andrzej Sapkowski jest absolwentem Uniwersytetu Łódzkiego, z wykształcenia i zawodu handlowiec zagraniczny. Karierę literacką zaczynał jako tłumacz, przekładając na język polski opowiadanie Słowa Guru w Fantastyce. Popularność zdobył cyklem opowiadań i pięciotomową sagą o wiedźminie (pierwsze opowiadanie ukazało się w grudniu 1986 w miesięczniku "Fantastyka"). Oprócz tego wydał esej o Rycerzach Okrągłego Stołu Świat króla Artura. Maladie, leksykon miłośnika fantasy Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini, poradnik dla osób zaczynających grać w RPG pt. Oko Yrrhedesa, powieści z cyklu o Reynevanie z Bielawy oraz wiele opowiadań i artykułów w czasopismach i zbiorach opowiadań.

Twórczość fantasy Sapkowskiego charakteryzuje się, oprócz typowej dla tego gatunku wartkiej akcji dziejącej się w wyimaginowanym świecie zaludnionym przez ludzi, elfy, krasnoludy itp., swoistym barwnym językiem przypominającym nieco Trylogię Sienkiewicza oraz rodzajem żartobliwej gry z czytelnikiem polegającej na setkach odniesień do światowego kanonu powieści fantasy (Conana, Tolkiena, Diuny itp.), a także odniesień do polskiej literatury klasycznej (zwłaszcza Sienkiewicza i Słowackiego) oraz tradycyjnych legend germańskich, celtyckich i słowiańskich. Jednak pod płaszczykiem żartu i wartkiej akcji ukrywa się często głębsza refleksja.

Andrzej Sapkowski jest laureatem wielu nagród literackich polskich i zagranicznych, w tym Paszportu Polityki oraz pięciokrotnie nagrody im. Janusza A. Zajdla (najczęściej nagradzany autor w historii nagrody) za opowiadania Mniejsze zło (1990), Miecz przeznaczenia (1992), W leju po bombie (1993), oraz powieści Krew elfów (1994) i Narrenturm (2002). Jego książki zostały przetłumaczone na język czeski, francuski, hiszpański, litewski, niemiecki, rosyjski, słowacki, a ostatnio na angielski. Na podstawie jego literatury powstały: komiks, film pełnometrażowy, serial telewizyjny, gra fabularna.

Jak to wszystko się zaczęło?


Najpierw był konkurs literacki miesięcznika "Fantastyka", ogłoszony w marcu 1985 w numerze 3(30)/1985. Skąd Sapkowski o konkursie się dowiedział? Plotek jest mnóstwo, najpopularniejsza mówi, iż "Fantastykę" ową podsunął Andrzejowi jego syn. Sam Sapkowski wyjaśnia:


"Nikt mnie nie namawiał. Dowiedziałem się z numeru "Fantastyki", który walał się w mieszkaniu, rzucony przez mojego nieporządnego syna, wtedy trzynastolatka. Podówczas "Fantastykę" kupowałem dla syna właśnie, ale czytywałem rzadko, wertowałem raczej - a byłem już wszak z pismem związany: przypominam, że byłem już tłumaczem-amatorem, w roku 1983 "Fantastyka" nr 6 zamieściła mój przekład "Słów Guru" Kornblutha, uważałem to za sukces i raczej tą drogą zamierzałem iść, szykowałem następne przekłady - Zelaznego, Aldissa, Leibera. W konkursie wystartowałem raczej z myślą "wziąć nagrodę, podziękować, pożegnać się - i dalej robić tłumaczenia". Był to w sumie dość niepojęty przebłysk inicjatywy."


Jak się później okazało, konkursowych zgłoszeń Redakcja "Fantastyki" otrzymała mnóstwo. I większość prac, ku zaskoczeniu Sapkowskiego, to była fantasy w conanowskim stylu. Nie było więc Geraltowi łatwo wybić się z tego towarzystwa. Na tym tle na pewno wyróżniało się świetne opowiadanie Marka S. Huberatha pt. "Wrócieeś Snoeerg, wiedziaam".

Jednak zanim powstał "Wiedźmin", minęło trochę czasu. "Myślę, że łącznie -- wraz z podjęciem decyzji i obmyślaniem koncepcji było to około pół roku. "Wiedźmin" został wysłany do "Fantastyki" niemal na ostatni dzwonek -- w grudniu 1985.".


Fantastyka 3(30)/1985
Ogłoszenie konkursu Fantastyka 12/1986
Pierwszy "Wiedźmin" Fantastyka 9/1987
Ogłoszenie wyników


Sapkowski z numeru z grudnia 1986 dowiedział się, iż jego "Wiedźmin" został wyróżniony. Oczekiwanie na wyniki trwało długo -- sam autor już prawie stracił nadzieję: "Począwszy od pierwszych numerów rocznika 1986, na długo przed zakończeniem prac jury i rozstrzygnięciem konkursu "Fantastyka" zamieszczała opowiadania "zauważone wśród prac nadesłanych". A mojego "Wiedźmina" nie ma, ani widu, ani słychu. Ha, pomyślałem, ja tu z ambicjami do wyróżnienia, może i nagrody - a tu nawet nie zauważyli. Aż wreszcie przyszedł numer grudniowy - i jest "Wiedźmin". Hurra!"
Ten numer był także debiutem Sapkowskiego -- w ten sposób Czytelnicy poznali Geralta.

W końcu nadszedł czas ogloszenia wyników. Trwało to naprawdę długo -- ponad dwa lata od ogłoszenia konkursu! Jak Sapkowski zareagował na wyniki? "Cieszyłem się, rzecz jasna, ale - o dziwo - radość po formalnych wynikach nie była tak wielka, jak po tym "zauważeniu" i wydrukowaniu "Wiedźmina" w grudniowym numerze. Pomimo iż - jak się rzekło - nie pisałem dla żartu, ale z nadzieją na sukces, mniej zależało mi na laurach, więcej na pokazaniu opowiadania czytelnikom.
Nadto, od grudnia 1986 zakładałem - słusznie - że nagroda mnie nie minie, opowiadanie "zauważone" musi dostać od jury przynajmniej wyróżnienie. Oczywiście, w głębi ducha i po cichu liczyłem na jedną z trzech pierwszych nagród..."


W "Fantastyce" nr 9/1987 znalazło się następujące rozwiązanie konkursu:


----------------------------------------------------------------------------------------------


FINAŁ Drugiego Literackiego Konkursu „Fantastyki" na opowiadanie SF

LAUREACI
Po zapoznaniu się z pracami nadesłanymi na II Konkurs „Fantastyki" jury w składzie: Adam Hollanek (przewodniczący), Maciej Parowski (sekretarz) oraz Lech Jęczmyk, Andrzej Niewiadowski i Jacek Rodek (członkowie jury), na posiedzeniu w dniu 9 czerwca 1987 r. postanowiło co następuje:

I miejsce w konkursie zajmuje
MAREK S. HUBERATH, autor opowiadania „Wróciłeeś Sneogg, wiedziałam" i otrzymuje nagrodę w wysokości 25 tys. zł - za szczególne walory humanistyczne i literackie.

II miejsce w konkursie zajmuje
JAN MASZCZYSZYN autor opowiadania „Ciernie", i otrzymuje nagrodę w wysokości 20 tys. zł - za oryginalność autorskiej wizji.

III miejsce w konkursie zajmują wspólnie
ALEKSANDER BUKOWIECKI autor opowiadania „Sensorita i Ferty"
MAREK DYSZLEWSKI, autor opowiadania „Zasięg"
ANDRZEJ SAPKOWSKI, autor opowiadania „Wiedźmin" i otrzymują nagrody po 10 tys. zł - za sprawność warsztatową i walory czytelnicze.


---------------------------------------------------------------------------------------------

Bibliografia

Zbiory opowiadań

  • Wiedźmin (REPORTER 1990)
  • Ostatnie życzenie (superNOWA 1993)
  • Miecz przeznaczenia (superNOWA 1992)
  • Coś się kończy, coś się zaczyna (superNOWA 2000)

Powieści

Saga o wiedźminie

  • Krew elfów (superNOWA 1994)
  • Czas pogardy (superNOWA 1995)
  • Chrzest ognia (superNOWA 1996)
  • Wieża jaskółki (superNOWA 1997)
  • Pani jeziora (superNOWA 1999)

Trylogia o Reynevanie

  • Narrenturm (superNOWA 2002)
  • Boży bojownicy (superNOWA 2004)
  • Lux perpetua (superNOWA, planowana premiera 15 listopada 2006)

Inne książki

  • Oko Yrrhedesa (MAG 1995, gra fabularna
  • Świat króla Artura. Maladie. (superNOWA 1995)
  • Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini (superNOWA 2001)
  • Historia i fantastyka (superNowa 2005), wywiad-rzeka przeprowadzony przez Stanisława Beresia

Opowiadania

  • Wiedźmin ("Fantastyka" 12/1986, zbiór Wiedźmin, REPORTER 1990, zbiór Ostatnie życzenie, superNOWA 1993, zbór Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Droga, z której się nie wraca ("Fantastyka" 8/1988, Wiedźmin, REPORTER 1990, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Ziarno prawdy ("Fantastyka" 3/1989, Wiedźmin, REPORTER 1990, Ostatnie życzenie, superNOWA 1993, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Mniejsze zło ("Fantastyka" 3/1990, Wiedźmin, REPORTER 1990, Ostatnie życzenie, superNOWA 1993, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Kwestia ceny ("Nowa Fantastyka" 9/1990, Wiedźmin, REPORTER 1990, Ostatnie życzenie, superNOWA 1993, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Granica możliwości ("Nowa Fantastyka" 9-10/1991, Miecz przeznaczenia, superNOWA 1992, Opowieści o wiedźminie, tom 2., Świat Książki 2002)
  • Tandaradei! ("Fenix" 1/1992, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000)
  • Wieczny ogień (Miecz przeznaczenia, superNOWA 1992, Opowieści o wiedźminie, tom 2., Świat Książki 2002)
  • Trochę poświęcenia (Miecz przeznaczenia, superNOWA 1992, Opowieści o wiedźminie, tom 2., Świat Książki 2002)
  • Miecz przeznaczenia (Miecz przeznaczenia, superNOWA 1992, Opowieści o wiedźminie, tom 2., Świat Książki 2002)
  • Coś więcej (Miecz przeznaczenia, superNOWA 1992, Opowieści o wiedźminie, tom 2., Świat Książki 2002)
  • Okruch lodu ("Nowa Fantastyka" 7/1992, Miecz przeznaczenia, superNOWA 1992, Opowieści o wiedźminie, tom 2., Świat Książki 2002)
  • Maladie ("Nowa Fantastyka" 12/1992, Świat króla Artura. Maladie, superNOWA 1995 Maladie, Atropos (wydanie kolekcjonerskie, numerowane) 2006)
  • Kraniec świata (Ostatnie życzenie, superNOWA 1993, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Ostatnie życzenie (Ostatnie życzenie, superNOWA 1993, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Głos rozsądku (Ostatnie życzenie, superNOWA 1993, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • W leju po bombie ("Fenix" 4/1993, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000)
  • Złote popołudnie (antologia Trzynaście kotów, superNOWA 1997, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000, antologia Strefa mroku – jedenastu apostołów grozy, dodatek do czasopisma "Click! Fantasy", grudzień 2002)
  • Muzykanci (antologia Trzynaście kotów, superNOWA 1997, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000)
  • Coś się kończy, coś się zaczyna ("Czerwony karzeł" #5, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000, Opowieści o wiedźminie, tom 1., Świat Książki 2002)
  • Battle dust lub Bitewny pył ("Czerwony karzeł #7, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000)
  • Zdarzenie w Mischief Creek ("Nowa Fantastyka" 7/2000, Coś się kończy, coś się zaczyna, superNOWA 2000)
Źródło:

1. www.sapkowski.pl
2. www.wikipedia.pl


15:54, kalarepa86 , Pisarze
Link Dodaj komentarz »
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
01. Współpracuję z ...
02. Polskie strony o książkach
03. Wydawnictwa
04. Blogi książkowe
05. Blogi różne
06. Czytuje...
07. Nie tylko książki...
08. Muzycznie
09. Przeczytane w 2009
10. Przeczytane w 2008
11. Przeczytane w 2007
12. Przeczytane w 2006
Liczniki na stonę