środa, 12 lipca 2006

"Baśnie są bardziej niż prawdziwe:
nie dlatego, iż mówią nam, że istnieją smoki,
ale że uświadamiają, iż smoki można pokonać."

G. K. Chesterton


                            


Jakiś czas temu przeczytałam książkę Neil'a Gaimana pt. Koralina. Książkę właściwie dla dzieci, jednak dla dzieci tych nieco większych ...

Koralina - tytułowa bohaterka książki, wraz z rodzicami przeprowadza się do starego domu. Oprócz Koraliny i jej rodziców dom zamieszkują również inni ludzie. Na parterze - panna Spink i panna Forcible - które kiedyś były aktorkami. Piętro nad Koraliną zamieszkiwał szalony starzec zajmujący się tresurą mysiego cyrku...

Pewnego dnia panna Spink wręczyła Koralinie kamyk z dziurką.

"Do czego on służy? - spytała Koralina. Dziurka przechodziła przez środek kamienia. Koralina uniosła go do okna i spojrzała przez otwór.
- Może pomóc - oznajmiła panna Spink - Czasami przydają się, gdy jest źle...

...Koralina wróciła na górę, mocno zaciskając palce wokół swojego nowego kamienia..."


Pewnego dnia Koralina odkrywa drzwi w pokoju z którego rodzina nie korzystała....

I właśnie przez owe drzwi Koralina wkracza do drugiego świata, gdzie czekają na nią jej rodzice - Drugi Ojciec i Druga Matka, którzy zamiast oczu mają guziki. Zamierzają kochać Koralinę i dbać o nią tak, jak nie potrafili tego zrobić jej prawdziwi rodzice, którzy przez cały czas byli zajęci.

Koralina wraca do prawdziwego świata i zauważa, że jej rodzice zniknęli. Porwała i ukryła ich Druga Matka... Koralina postanawia ich ratować i nie chcę, żeby opiekowała się nią Druga Matka, nawet, gdyby robiła to lepiej od jej prawdziwej matki. Za nieposłuszeństwo zostaje zamknięta w dziurze za lustrem, gdzie spotyka dzieci - cienie, również zamknięte przez Drugą Matkę. Zapomniane.

                      

"Kim jesteście? - zapytała szeptem Koralina.
- Imiona, imiona, imiona - odparł inny głos, zagubiony i zbłąkany. - Imiona tracimy jako pierwsze, tuż po utracie oddechu i bicia serca. Trochę dłużej pozostają nam wspomnienia. W umyśle wciąż przechowuję obraz mojej guwernantki, niosącej w pewien majowy ranek kółko i kijek. Za jej plecami świeciło poranne słońce, tulipany kołysały się w powiewach wiatru. Nie pamiętam już jednak imienia guwernantki ani imion tulipanów.
- Wątpię, by tulipany miały imiona - zauważyła Koralina - To tylko kwiaty.
- Może - przyznał ze smutkiem głos. - Ale mnie zawsze zdawało się, że tulipany muszą mieć swoje imiona. Były czerwone, pomarańczowe, czerwono - pomarańczowe, pomarańczowo - czerwone i żółte jak żar na kominku w pokoju dziecięcym w mroźny zimowy wieczór. Pamiętam je.
W głosie dźwięczał taki smutek, że Koralina wyciągnęła rękę, sięgając w miejsce, z którego dobiegał. Odnalazła zimną dłoń i uścisnęła ją mocno

 [...]

- Co się z wami stało? - spytała Koralina. - Jak się tu znaleźliście?
- Ona nas tu zostawiła - odparł jeden z głosów. - Skradła nam serca i dusze, odebrała nam życie i pozostawiła tutaj. A potem o nas zapomniała..."

Dzieci poradziły Koralinie aby czym prędzej uciekała. Koralina chce, żeby dzieci poszły razem z nią. Twierdzą jednak, że nie mogą, gdyż Druga Matka ukryła ich serca. Ostatnie co jej radzą, to to, żeby patrzyła przez kamień.

Koralina proponuje Drugiej Matce grę - chce odnaleźć swoich rodziców i dusze dzieci zza lustra. Druga Matka przystaje na jej propozycje....

Czy Koralinie udało się odnaleźć porwanych rodziców i powrócić do prawdziwego świata? Tego dowiecie się sami, czytając książkę Neila Gaimana pt. "Koralina".

Życzę wszystkim miłej lektury.

16:27, kalarepa86
Link Komentarze (1) »
środa, 05 lipca 2006
                                                 


Gdy 2 lata temu czytałam książkę Dana Browna nie myślałam, że zostanie nakręcony film na jej podstawie. Przypuszczałam, że książka wzbudzi sensację, zwłaszcza w kręgach Kościoła. Przyznaję też, że wyczekiwałam z ciekawością na premierę filmu lecz cała ta sytuacja z czasem zaczęła mnie drażnić. Irytowały mnie przede wszystkim recenzje i wypowiedzi ludzi, którzy byli wielce oburzeni na film i książkę, którzy wykrzykiwali niczym w agonii "jak Brown mógł napisać takie brednie!” - a w rzeczywistości sami nawet nie wiedzieli o czym tak do końca była książka, bo najzwyczajniej jej nie przeczytali. Wszyscy ludzie rzucili się jak sępy, pełni nadziei, że zarobią masę pieniędzy wydając całe mnóstwo "jakże wspaniałych" książek zdradzających tajemnicę Kodu Leonarda da Vinci: "Złamany Kod Leonarda da Vinci", "Kod Leonarda da Vinci - fakt czy fikcja?", "Oszustwo "Kodu Leonarda da Vinci", "Prawda i fikcja w "Kodzie Leonarda da Vinci" to tylko kilka z niezliczonej liczby pozycji. Aż strach pomyśleć co będzie po premierze filmu, już teraz ludzie dolewają oliwy do ognia, licząc na jeszcze większy szum wokół Dana Browna i jego dzieła i jeszcze większe zarobki. Bo czyż nie ma nic bardziej zarobkowego niż żerowanie na czyimś sukcesie ? Żenujące ale prawdziwe.

Nie wiem jak Wy, ale ja podeszłam do całej tej sprawy, a przede wszystkim do książki z dużym dystansem i uznałam ją za czystą fikcję literacką. Wcale nie zamierzałam tracić wiary po jej przeczytaniu.
11:50, kalarepa86
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 lipca 2006


                                  


Wczoraj przeczytałam "Ring" japońskiego autora Koji Suzuki.

Taki oto krótki opis znajdziemy często na portalach wysyłkowych.

"Głównym bohaterem "Ring" jest dziennikarz nazwiskiem Asakawa, szczęśliwy mąż i świeżo upieczony ojciec, który pewnego dnia wpada na trop tajemniczej zagadki śmierci czworga nastolatków. Śmierci niezwykłej, niedającej się wytłumaczyć z punktu widzenia medycyny. Drążąc sprawę Asakawa dociera do pewnego domku letniskowego w luksusowym kurorcie, a w recepcji odnajduje przedziwną, niepodpisaną kasetę, którą, na swoje nieszczęście, natychmiast wkłada do magnetowidu. Sceny, których doświadcza nie tylko wzrokiem, oszałamiają go i wprawiają w przerażenie. Pod koniec filmu na ekranie telewizora widzi napis: "Ci, którzy widzieli te obrazy, umrą dokładnie za tydzień, o tej samej godzinie. Jeśli nie chcesz umrzeć, musisz postąpić według następujących wskazówek...". Reszta przekazu została skasowana. Przerażony i zdesperowany Asakawa udaje się do jedynego człowieka, z którym nawiązał swoistą przyjaźń, Ryuujiego, wykładowcy filozofii. Obaj obejrzeli film i obaj próbują teraz znaleźć sposób na odczynienie klątwy twórcy tajemniczej kasety, chociaż cyniczny Ryuuji wydaje się być postacią pozbawioną instynktu samozachowawczego, co tylko pogłębia stres Asakawy, który w krótkim czasie musi ratować nie tylko siebie i przyjaciela, lecz także własną żonę i córkę"

Nigdy nie przepadałam za literaturą japońską. Po "Ring" sięgnęła z ciekawości, po obejrzeniu filmu... Większość ludzi, których znam uważa amerykańską, a często też japońską wersję filmu za nieciekawą, a czasem nawet dno, którego nie warto oglądać. Niby horror a czego się tu bać? Jak dla mnie nie o samo banie się chodzi.... Doceniam pomysł i sposób jego realizacji, właściwie w filmie twórcy mieli większe pole do popisu. W amerykańskiej wersji część rzeczy jest inaczej przedstawiona, zmieniono nieco historię ale nie zawsze trzeba i da się pozostać wiernym pierwowzorowi. Nie oglądałam wersji japońskiej, gdyż mam awersję do japończyków i chińczyków grających w filmach. Oczywiście można by napisać osobną notkę o różnicach między filmem a książką. Chociaż pozbawiona jest ona potworów potrafi wywołać w nas niepowtarzalny nastrój a nawet ciarki na plecach. Język jest bardzo prosty, autor nie bawi się w wyszukane formy. Ksiażka niestety urywa się w jednym z ciekawszych momentów, pozostawiając nas ze swymi domysłami i refkelsjami. Ogólnie książka dobra i jeśli ktoś by jej coś chciał zarzucić chętnie wdam się w polemikę, jej treść jest wciągająca i godna polecenia.

zdjęcie: http://www.znak.com.pl/book.php?id=1502
22:44, kalarepa86
Link Komentarze (1) »

Tak jak Alberto Manguel w swojej książce "Moja historia czytania" ukazuje, jak każdy zmienia się pod wpływem czytania i że każda lektura wpływa na ludzkie życie, tak ja postanowiłam opisać moją własną historię...

Wprawdzie mam już 2 inne blogi ten z założenia ma być inny - tematyczny i ma dotyczyć właśnie książek czytanych przeze mnie, moich doświadczeń i różnych rozmyślań na tematy podejmowane w książkach i nie tylko... Czas pokaże jak zrealizuje swój pomysł.


                       


Właściwie od dziecka mam styczność z książkami.... Moje obcowanie z literaturą zaczęło się od bajeczek dla dzieci i baśni czytanych przez moją mame. Czytała mi zbiór baśni z całego świata "Bajarka opowiada" a wśród nich baśń angielską "Kociołek", którą wciąż doskonale pamiętam i chyba najbardziej lubię... Z zapartym tchem słuchałam historii Karolci, która znalazła niebieski koralik spełniający życzenia. Słuchałam także nagranych na kasety magnetofonowe bajek czytanych przez lektorów. Byłam częstym gościem w bibliotekach, na początku w naszej osiedlowej - dosyć dużej bibliotece, która została zamknięta nad czym ubolewałam i ubolewam, a później w Miejskiej Bibliotece naszego miasta. Później przyszedł czas na biblioteki znajdujące się w mieście, w którym studiuje.

W podstawówce było inaczej.... Nie lubiłam czytać. Uważałam, że nauczyciele dają nam za mało czasu na przeczytanie książki - a gdzie zabawa? Byłam zła, że lalki muszą zostać odłożone i poczekać na mnie, aż skończę czytać głupią, nic nie wnoszącą w moje życie książkę. Jak teraz patrzę wstecz to wydaje mi się to śmieszne :) Moją ulubioną wówczas książką była "Akademia Pana Kleksa" Jana Brzechwy - widać, już od dziecka miałam ciągotę do fantastycznego świata i nierealnych, wymyślonych historii.

Pomimo mojego uwielbienia do fantastyki, za nic w świecie nie chciałam przeczytać "Pirata Pirxa" - nauczycielka podzieliła książkę między uczniów i każdy miał przeczytać chyba po 1 rozdziale.... Potem nas odpytywała - ale nie pamiętam czy dostałam pozytywną ocenę :)

W gimnazjum naszej nauczycielce nie zależało na tym, żebyśmy czytali książki. Traktowała swój przedmiot i pracę schematycznie - a nawet sama twierdziła, że została nauczycielką poslkiego "przez przypadek". Niestety muszę się z tym zgodzić. W gimnazjum bardzo polubiłam literaturę Georga Orwella i książkę N. H. Kleinbauma "Stowarzyszenie umarłych poetów".

Po gimnazjum przyszedł czas na Liceum i tu moje zamiłowanie do literatury zostało poddane ciężkiej próbie.... Lektura za lekturą, często książki czytane na "siłę" a chyba nie ma nic gorszego niż czytanie czegoś na siłe, wbrew własnej woli, gdy profesorka pyta na ocenę ze znajomości treści. Brrrr..... W gimnazjum za sprawą konkursu tolkienowskiego ożywiło się moje zainteresowanie fantastyką. Wraz z grupą kilku znajomych przygotowywaliśmy się do konkursu na temat wiedzy z "Władcy Pierścieni" i tak rozpoczęła się moja przygoda z tym jakże wspaniałym pisarzem. Potem przyszedł czas na literaturę Andrzeja Sapkowskiego, do dziś zresztą kolejnego mojego ulubionego piszarza fantasy.

W liceum najbardziej polubiłam Romantyzm i Średniowiecze - szkoda, że nie było mi dane żyć w takich czasach :) Zamki, rycerze, piękny język.... Ehhhhh.....

W wspomnieniach młodych ludzi czesto spotykam się z niechęcią do "Potopu" - ja wręcz przeciwnie, czytałam książkę z zapartym tchem (no dobra, przyznaję się - były też nudne momenty ;) ) "Zbrodnia i kara" czy też "Mistrz i Małgorzata" to moje ulubione książki z tamtego okresu.

Jakoś to przebolałam i zaliczam czasy spędzone w Liceum do bardziej udanych. Z perspektywy czasu cieszę się, że mieliśmy taką wymagająca profesorkę od polskiego :) bo wiele mnie nauczyła, a zdobyta wiedza przydaje mi się teraz, w na studiach dziennikarskich.

Okres studiów trwa - i mam nadzieje, że za szybko się nie skończy ;) Mam więcej czasu niż w liceum i nie muszę czytać narzucanych mi przez innych książek. Pochłaniam coraz to nowsze pozycje i wciąż chcę czytać więcej i więcej. I tylko gdy sesja się zaczyna robi mi się strasznie smutno, że znowu muszę na dłuższy czas porzucić moje ukochane książki, bez których moje życie było by nudne...

Jednym słowem - Prawdziwy mól książkowy ze mnie ;)


Czasem żałuję, że na świecie jest aż tyle wspaniałych książek, których nigdy nie będzie dane mi przeczytać.

Pozdrawiam. Mól.
22:42, kalarepa86
Link Komentarze (5) »
| < Lipiec 2006 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:
01. Współpracuję z ...
02. Polskie strony o książkach
03. Wydawnictwa
04. Blogi książkowe
05. Blogi różne
06. Czytuje...
07. Nie tylko książki...
08. Muzycznie
09. Przeczytane w 2009
10. Przeczytane w 2008
11. Przeczytane w 2007
12. Przeczytane w 2006
Liczniki na stonę